Pohl Frederic - Gateway Brama Do Gwiazd - Rozdzia� 12

Rozdzia� 12



    Kt�rego� ranka po powrocie do pokoju us�ysza�em piezofon cicho bzycz�cy jak daleki, rozjuszony komar. Wcisn��em odtwarzacz i dowiedzia�em si�, �e wicedyrektorka dzia�u personalnego oczekuje mnie w swoim biurze o dziesi�tej rano. By�o du�o p�niej. Nabra�em ju� nawyku sp�dzania wi�kszo�ci czasu i prawie wszystkich nocy z Klar�. Jej materac by� znacznie wygodniejszy od mojego. Tak wi�c otrzyma�em wiadomo�� dopiero o jedenastej i moja opiesza�o�� w dotarciu do biura kadr nie wp�yn�a pozytywnie na humor wicedyrektorki.
    By�a to bardzo gruba kobieta, nazywa�a si� Emma Fother. Z miejsca przerwa�a moje wyja�nienia oskar�ycielskim tonem.
    - Uko�czy�e� kurs siedemna�cie dni temu - powiedzia�a. - Od tamtej pory nie kiwn��e� nawet palcem.
    - Czekam na odpowiedni lot - odpar�em.
    - Jak d�ugo zamierzasz jeszcze czeka�? Twoje utrzymanie op�acone jest jeszcze na trzy dni. A co potem?
    - W�a�nie zamierza�em - odpar�em prawie zgodnie z prawd� - dzisiaj do ciebie zajrze� w tej sprawie. Chcia�bym znale�� jak�� prac� tu na miejscu.
    - Phi. - (Nigdy przedtem nie s�ysza�em, �eby kto� si� tak wyra�a�, ale to musia�o by� to s�owo). - Czy�by� przyjecha� na Gateway po to, by czy�ci� �cieki?
    By�em prawie pewien, �e to bluff, bo przecie� nie mog�o tu by� zbyt wiele kana��w. Ma�e przyci�ganie utrudnia przep�yw. - Odpowiedni lot mo�e si� trafi� w ka�dej chwili.
    - Oczywi�cie, Bob. Martwi� mnie jednak tacy, jak ty. Czy masz poj�cie, jak wa�na jest nasza praca?


RAPORT LOTU


    Pojazd 3-31, Wyprawa 08D27. Za�oga: C. Pitrin, N. Ginza, J. Krabbe.
    Czas lotu 19 dni i 4 godziny. Pozycja nieznana, w pobli�u (2 lata �w.) Zeta Tauri.
    Resume: "Wyj�cie z nad�wietlnej na transpolarnej orbicie wok� planety o promieniu r�wnym 0,88 radiusa Ziemi w odl. 0,4 j.a. Planeta posiada trzy wykryte ma�e satelity. Komputer sugeruje istnienie sze�ciu dalszych. S�o�ce klasy K7.
    Przeprowadzono l�dowanie. Planeta niew�tpliwie ma za sob� niedawny okres ocieplenia. Brak czap lodowych, a aktualne linie brzegowe wydaj� si� �wie�o powsta�e. Planeta nie zamieszkana. Brak �ycia inteligentnego.
    Dok�adny skaning doprowadzi� do odnalezienia na naszej orbicie obiektu b�d�cego chyba stacj� kontaktow� Heech�w. Zbli�yli�my si� do niej. By�a w idealnym stanie. Przy pr�bie otwarcia eksplodowa�a i N. Ginza poni�s� �mier�. Nasz statek zosta� uszkodzony i powr�cili�my; J. Krabbe zmar� po drodze. Nie zebrano �adnych artefakt�w. Biotyczne pr�bki z planety zniszczone na skutek uszkodzenia statku".




    - No, wydaje mi si�, �e tak...
    - Ca�y Wszech�wiat czeka, by�my go odkryli i wykorzystali. Tylko z Gateway mo�na do niego dotrze�. Cz�owiek, kt�ry tak jak ty, wychowa� si� na farmie planktonu...
    - Je�li chodzi o �cis�o��, by�y to kopalnie �ywno�ci w Wyoming.
    - Niewa�ne, wiem, jak bardzo ludzko�� potrzebuje tego, co mo�emy jej da�. Nowa technika! Nowe �r�d�a energii! �ywno��! Nowe �wiaty do zamieszkania! - Potrz�sn�a g�ow� i nacisn�a guziki sortownika na biurku, zarazem z�a i zmartwiona. Podejrzewam, �e musia�a si� wylicza� z tego, ilu takich jak ja paso�yt�w i nierob�w uda�o jej si� wypchn��, zgodnie z tym, czego od nas oczekiwano, i to wyja�nia�o jej wrogo�� - za�o�ywszy jednak najpierw, �e sama chcia�a zosta� na Gateway. Odwr�ci�a si� od sortownika i wstawszy podesz�a do kartoteki przy �cianie.
    - Powiedzmy, �e znajd� ci prac� - rzuci�a przez rami�. - Jedyna rzecz, jak� potrafisz i kt�ra mo�e si� tu na co� przyda� - to poszukiwania, a ty, jak na razie, nie robisz z tego u�ytku.
    - Wezm� ka�d� robot�, no, prawie ka�d� - powiedzia�em. Popatrzy�a na mnie kpi�co i wr�ci�a do biurka. Jak na swoj� stukilow� mas� porusza�a si� z zadziwiaj�cym wdzi�kiem. By� mo�e kaprys grubej kobiety, by jej cia�o nie obwis�o, t�umaczy� pragnienie zatrzymania tej pracy i pozostania na Gateway. - B�dziesz wykonywa� najgorsz� robot�, do kt�rej nie potrzeba kwalifikacji - ostrzeg�a. - Nie p�acimy za to du�o, sto osiemdziesi�t dziennie.
    - Zgadzam si�.
    - Od tego trzeba odliczy� twoje koszty utrzymania. Po odj�ciu tego i jeszcze jakich� dwudziestu dolar�w dziennie na wymian� niewiele ci zostaje.
    - Je�li b�d� potrzebowa� wi�cej, mog� przecie� wykonywa� prace dorywcze.
    - Odwlekasz decyzj�, Bob - westchn�a. - Sama nie wiem. Dyrektor Xien osobi�cie dogl�da rozdzia�u stanowisk pracy. B�dzie mi trudno wyja�ni� mu, dlaczego ci� zatrudniam. A co si� stanie, je�li zachorujesz i nie b�dziesz m�g� pracowa�? Kto op�aci tw�j podatek?
    - Wtedy pewnie wr�c� na Ziemi�.
    - I stracisz to, czego si� nauczy�e�? - Pokr�ci�a g�ow�. - Napawasz mnie wstr�tem, Bob.
    Wyda�a mi jednak kart� pracy, zgodnie z kt�r� mia�em zg�osi� si� do szefa za�ogi na Poziomie G��wnym w Sektorze P�nocnym. Tam mia�em pracowa� przy uprawie ro�linno�ci.
    Nie by�em zachwycony rozmow� z Emm� Fother, ale ju� mnie wcze�niej przed ni� ostrzegano. Kiedy wieczorem rozmawiali�my na ten temat z Klar�, powiedzia�a mi, �e i tak wyszed�em obronn� r�k�.
    - Masz szcz�cie, �e uda�o ci si� do niej trafi�. Stary Xien potrafi czasami trzyma� ludzi, a� im si� sko�cz� pieni�dze.
    - A potem co? - Usiad�em na kraw�dzi koi szukaj�c po omacku swoich ochraniaczy na stopy. - Wyrzuca si� ich za �luz�?
    - Nie ma si� z czego �mia�, mo�e spokojnie doj�� i do tego. Xien jest zawzi�ty na darmozjad�w.
    - Mi�a jeste�.
    U�miechn�a si�, obr�ci�a i potar�a nosem o moje plecy. - R�nica mi�dzy tob� a mn� - powiedzia�a - polega na tym, �e ja od�o�y�am sobie troch� forsy z pierwszej wyprawy. Nie by�o tego wiele, ale zawsze... Poza tym ja ju� tam by�am, a oni potrzebuj� takich jak ja do uczenia takich jak ty.
    Opar�em si� na jej biodrze, wp� odwr�cony, by�a to raczej aluzja ni� zaczepka. Na pewne tematy nie rozmawiali�my, ale... - Klara?
    - Uhm?
    - Jak tam jest?
    Przez chwil� pociera�a podbr�dkiem o moje rami�, patrz�c na holobraz Wenus.
    - Strasznie - odrzek�a.
    Czeka�em, ale nic wi�cej nie doda�a. A to wiedzia�em i bez niej, by�em przera�ony ju� na Gateway. Nie musia�em wyrusza� w Tajemnicz� Podr� Weso�ym Autobusem Heech�w, by wiedzie�, jak si� odczuwa strach. Ja ju� go czu�em.
    - Nie masz wielkiego wyboru, kochanie - powiedzia�a, jak na ni�, wr�cz czule.
    Poczu�em nag�y przyp�yw gniewu. - To prawda! Uj�a� w tych s�owach ca�e moje �ycie. Nigdy nie mia�em wyboru, z wyj�tkiem jednego razu, gdy wygra�em na loterii i postanowi�em przyjecha� tutaj. I nie jestem pewien, czy powzi��em wtedy s�uszn� decyzj�.
    Ziewn�a, pog�aska�a mnie po r�ku. - Je�li mamy ju� do�� seksu - stwierdzi�a - chcia�abym co� zje��, zanim si� po�o��. Chod�my do Piekie�ka - ja zapraszam.
    Uprawa ro�linno�ci jest dos�ownie upraw� ro�linno�ci, a dok�adnie bluszczu, kt�ry pomaga utrzyma� Gateway w stanie nadaj�cym si� do �ycia. Zg�osi�em si� do pracy i co za niespodzianka, mi�a zreszt�: szefem okaza� si� m�j beznogi s�siad, Shikitei Bakin.
    Powita� mnie okazuj�c prawdziwe zadowolenie. - Jak to mi�o, �e b�dziesz u nas, Robinette - powiedzia�. - My�la�em, �e wyruszysz od razu.
    - Ju� nied�ugo, Shicky, jak tylko zobacz� na li�cie w�a�ciwy lot.
    - Oczywi�cie. - Sko�czy� na tym i przedstawi� mnie pozosta�ym pracownikom. Nie zrozumia�em dok�adnie, kim s�. Wiem tylko, �e dziewczyna by�a kiedy� jako� zwi�zana z profesorem Hegrametem, s�awnym heechologiem z Ziemi, a obydwaj m�czy�ni latali ju� po par� razy. Nie musia�em zreszt� dok�adnie tego wiedzie�. Wszyscy i tak rozumieli�my rzecz zasadnicz� - nie byli�my jeszcze gotowi, by wpisa� si� na list� lot�w.
    Ja nie by�em nawet zdolny zastanawia� si� dlaczego.
    Uprawa ro�linno�ci mog�aby stanowi� �wietn� okazj� do rozmy�la�.
    Tymczasem Shicky odes�a� mnie natychmiast do roboty przy przymocowywaniu p�eczek do �cian z metalu Heech�w, za pomoc� kleistej mazi. By� to specjalny klej, kt�ry przylepia� si� zar�wno do metalu jak i �ebrowej folii skrzynek na ro�liny. Nie zawiera� te� �adnego rozpuszczalnika, kt�ry m�g�by wyparowa� i zanieczy�ci� powietrze. Podobno by� bardzo drogi. Je�li si� do cz�owieka przypadkiem przyklei�, trzeba by�o da� za wygran�, przynajmniej do czasu, a� sk�ra pod nim nie obumrze i nie z�uszczy si�. Przy ka�dej pr�bie usuni�cia kleju pojawia�a si� krew.
    Kiedy zawiesili�my ca�� dzienn� porcj� p�ek, pomaszerowali�my wszyscy do urz�dze� �ciekowych, sk�d wzi�li�my skrzynki wype�nione szlamem i pokryte b�on� celuloidow�. Ustawili�my je na p�eczkach, przykr�cili�my samoblokuj�ce si� �rubki i pod��czyli�my zbiorniki nawadniaj�ce. Na Ziemi ka�da z tych skrzynek wa�y�aby pewnie ze sto kilo, ale na Gateway nie by�o z tym problemu, sama folia, z kt�rej je wykonano, wystarczy�aby chyba, by je utrzyma� na miejscu. Kiedy wszystko by�o gotowe, Shicky osobi�cie rozmie�ci� w skrzynkach sadzonki, podczas gdy my przeszli�my do nast�pnej partii p�ek. Wygl�da� do�� zabawnie. Tace z malutkimi sadzonkami bluszczu mia� przewieszone na pasku na szyi jak dziewczynka sprzedaj�ca papierosy. Jedn� r�k� utrzymywa� si� na poziomie tac, drug� przez dziurki w b�onie wciska� sadzonki do szlamu. Robota ta nie wymaga�a gor�czkowego po�piechu i wydaje mi si�, �e by�a do�� po�yteczna, poza tym pozwala�a jako� sp�dzi� czas. Shicky nie kaza� si� nam bynajmniej zapracowywa�. Mia� ustalon� dzienn� norm�. Je�li tylko umocowali�my i wype�nili�my sze��dziesi�t p�ek, nie przeszkadza�o mu, �e si� urywamy, byleby po cichu. Niejednokrotnie zagl�da�a do nas Klara, czasem te� przychodzi�a z t� ma�� dziewczynk�. Poza tym by�o wielu innych go�ci. A kiedy nic si� nie dzia�o i nie by�o z kim pogada�, w��czyli�my si� po okolicy. Zwiedzi�em nie znane mi dot�d zak�tki Gateway i ka�dego dnia odk�ada�em decyzj� na p�niej. Wszyscy m�wili�my o tym, �e trzeba lecie�. Prawie co dzie� rozlega� si� g�uchy odg�os i wibracje, kiedy jaki� l�downik wychodzi� z doku pchaj�c ca�y statek tam, gdzie w��cza si� g��wny nap�d Heech�w. R�wnie cz�sto wyczuwali�my s�abszy kr�tki wstrz�s, kiedy jaki� statek wraca�. Wieczorami chodzili�my na przyj�cia. Ju� prawie wszyscy z mojej grupy wyruszyli, Sheri polecia�a w jakiej� Pi�tce. Nie widzia�em si� z ni� i nie wiem, dlaczego zmieni�a plany, nie by�em te� pewien, czy tak naprawd� chcia�em to wiedzie�. Poza ni� w za�odze byli sami m�czy�ni. M�wili po niemiecku, ale Sheri wydawa�o si� pewnie, �e poradzi sobie bez s��w. Jako ostatnia wyruszy�a Willa Forehand. Poszli�my z Klar� na jej po�egnalne przyj�cie, a potem do doku popatrze�, jak odlatuje. Powinienem by� w pracy, ale mia�em nadziej�, �e Shicky nie we�mie mi tego za z�e. Niestety, by� tam r�wnie� pan Xien i zauwa�y�em, �e mnie rozpozna�.
    - Cholera - zakl��em.
    Klara zachichota�a i wzi�a mnie za r�k�. Wycofali�my si� do zlotni i wznie�li�my si� na wy�szy poziom. Usiedli�my na brzegu Jeziora G��wnego. - Nie wydaje mi si�, staruszku - powiedzia�a - �eby ci� mieli wywali� za ten jeden raz. Pewnie sko�czy si� na gadaniu.
    Wzdrygn��em si� i wrzuci�em odprysk kamyka filtracyjnego do wypuk�ego jeziora, kt�re rozci�ga�o si� przed nami na jakie� dwie�cie metr�w. By�em rozklejony i zastanawia�em si�, czy w�a�nie dotar�em do tego punktu, kiedy z�e przeczucie okropnej �mierci w Kosmosie zaczyna�o ulega� perspektywie dr�enia ze strachu na Gateway. Strach to �mieszna rzecz. Nie czu�em go. Wiedzia�em, �e oci�gam si� nie tylko ze strachu, ale nie odczuwa�em tego jako l�ku, lecz jako przezorn� ostro�no��.
    - Wydaje mi si� - zacz��em nie bardzo wiedz�c, jak sko�cz� to zdanie - �e chyba si� zdecyduj�. Polecisz ze mn�?
    Klara wzdrygn�a si� i usiad�a. Min�a chwila, zanim odpowiedzia�a.
    - Mo�e. Co proponujesz?
    Mia�em pustk� w g�owie. Czu�em si� jedynie widzem obserwuj�cym, jak sam siebie pakuj� w co�, od czego cierpnie mi sk�ra. Wypowiedzia�em jednak te s�owa jakbym przemy�la� je ju� dawno: - Mo�e warto by�oby za�apa� si� na lot powt�rny.
    - Nigdy w �yciu! - By�a prawie z�a. - Je�li polec�, to tylko tam, gdzie jest prawdziwa forsa.
    Ale to oczywi�cie oznacza�o te� prawdziwe ryzyko. Cho� nawet loty powt�rne okazywa�y si� niebezpieczne.
    W przypadku lot�w powt�rnych ma si� �wiadomo��, �e kto� ju� odby� tak� podr� i szcz�liwie przylecia� z powrotem, lecz nie tylko - poza tym znalaz� co�, po co warto jeszcze wr�ci�. Czasami jest tego ca�kiem sporo. Na przyk�ad Planeta Peggy, sk�d przywozi si� spirale do grzejnik�w i futra. Jest te� Eta Carina Siedem, prawdopodobnie istny Sezam, o ile uda si� do niego dotrze�. K�opot w tym, �e od pobytu Heech�w nasta�a tam epoka lodowcowa. S� straszne burze. Na pi�� l�downik�w tylko jeden wr�ci� ca�y i z pe�n� za�og�. Jeden nie powr�ci� w og�le.
    Og�lnie rzecz bior�c, Korporacja nie lubi za bardzo powt�rnych lot�w.


OG�OSZENIA DROBNE


    POKOJ�WKA, KUCHARKA, lub dama do towarzystwa. Pokryte koszty podatku + 10 dol. dziennie. Phyllis, 88-423.
    SMAKO�YKI, egzotyczne potrawy importowane z Ziemi. Skorzystaj z moich gwarantowanych dostaw hurtowych! Zaoszcz�d� na wysokich kosztach transportu pojedynczych produkt�w! Katalogi Sears, Bradlee, GUM, Pfon 87-747.
    NOWO PRZYBY�Y z Australii, dobra prezencja, poszukuje int. Francuzki w celach towarzyskich 65-182.




    i tam, gdzie �atwo dotrze�, na przyk�ad na Peggy, oferuje si� raczej jednorazowe wynagrodzenie, a nie zyski procentowe. P�ac� wtedy nie za towary, lecz za mapy. Lec�c po orbicie wychwytujesz geologiczne anomalie, kt�re wskazuj� mo�liwo�� wyst�powania tuneli Heech�w. Nie trzeba nawet w log�le l�dowa�. Dostajesz za to troch� forsy, ale nie za du�o. Przy umowie na jednorazow� wyp�at� musia�by� lata� co najmniej dwadzie�cia razy, by zarobi� na ca�e �ycie. A je�li podczas takiej wyprawy chcia�by� sam si� wypu�ci� na poszukiwania, musisz odpali� cz�� swoich zysk�w za�odze oraz co� na rzecz Korporacji. W efekcie dostajesz jedynie u�amek tego, co m�g�by� zarobi� na dziewiczym locie, nawet je�li nie masz jeszcze na widoku kolonii, kt�ra by ci� satysfakcjonowa�a.
    Mo�esz te� stara� si� o premi� - sto milion�w dolar�w, je�li natrafisz na obc� cywilizacj�, pi��dziesi�t milion�w za odkrycie statku Heech�w wi�kszego od Pi�tki, milion za znalezienie planety nadaj�cej si� do zamieszkania.
    �mieszne wyda� si� mo�e, �e p�ac� marny milion za ca�� now� planet�. Tylko, �e nawet je�li ju� si� j� odkryje - to co z ni� zrobi�? Nie da rady przetransportowa� tam ca�ej nadwy�ki ludzko�ci, do najwi�kszego statku na Gateway mo�na wsadzi� najwy�ej cztery osoby nie licz�c pilota (bez



Shikitei Bakiu do Aritsume, Jego Czcigodnego Wnuka.


    Przepe�nia mnie rado�� na wie�� o narodzinach Waszego pierwszego dziecka. Nie b�d�cie zawiedzeni; nast�pny z pewno�ci� b�dzie syn.
    Pokornie prosz� o wybaczenie, �e nie pisa�em wcze�niej, ale mam niewiele do opowiedzenia. Wykonuj� swoj� prac� i pr�buj� tworzy� pi�kno, gdzie tylko potrafi�. Mo�e pewnego dnia znowu wyrusz�. Ale to nie takie proste, kiedy si� nie ma n�g.
    W zasadzie mog�em kupi� nowe nogi. Kilka miesi�cy temu nadarzy�a si� nawet para o zbli�onej tkance. Cena by�a jednak taka wysoka! M�g�bym r�wnie dobrze za te pieni�dze op�aci� Pe�ny Serwis Medyczny. Wykazujesz, m�j Wnuku, troskliwo�� namawiaj�c mnie, bym w�a�nie na to zu�y� sw�j kapita�, ale musz� podj�� inn� decyzj�. Posy�am Wam po�ow� mego mego maj�tku, kt�ry spo�ytkujecie na wydatki zwi�zane z wychowaniem mojej prwnuczki. Je�li tu umr�, Wy i ci wszyscy, kt�rzy nied�ugo urodz� si� Tobie i Twojej Ccigodnej Ma��once, otrzymacie pozosta�� sum�. Takie jest moje �yczenie i prosz�, nie odmawiajcie mi.
    Przesy�am Waszej tr�jce wyrazy najg��bszej mi�o�ci. Je�li mo�ecie, prze�lijcie mi holo kwitn�cej wi�ni. Chyba b�d� kwit�y ju� nid�ugo? Cz�owiekowi zaciera si� tutaj pami�� o Domu.

Wasz Dziadek





    pilota statek nie wr�ci). Korporacja za�o�y�a zatem kilka niewielkich kolonii, jedn� bardzo zdrow� na Peggy i kilka innych, takich sobie. To oczywi�cie nie rozwi�zuje problemu dwudziestu pi�ciu miliard�w ludzi, w wi�kszo�ci niedo�ywionych.
    Przy locie powt�rnym nie ma szans na �adn� z tych premii. Niewykluczone, �e i tak nie mo�na ich w og�le dosta�, mo�liwe, �e rzeczy, odkrycie kt�rych jest premiowane, nie istniej�.
    To dziwne, �e nigdy nie natrafiono na �lad innej inteligentnej istoty. W ka�dym razie nie przez osiemna�cie lat i w ci�gu ponad dw�ch tysi�cy lot�w. Istnieje kilkana�cie planet zdatnych do zamieszkania oraz oko�o setki, na kt�rych ludzie mogliby mieszka�, gdyby koniecznie musieli, tak jak musimy �y� na Marsie i na Wenus, albo raczej wewn�trz niej. Odkryto tak�e nieliczne �lady dawnych cywilizacji, ale ani Heech�w, ani humanoid�w. S� te� pozosta�o�ci po samych Heechach. Dotychczas znale�li�my ich wi�cej w lochach Wenus ni� gdzie indziej w Galaktyce. Nawet Gateway wyczy�cili prawie do cna, zanim j� opu�cili.
    Czy ci cholerni Heechowie musieli by� tacy porz�dni?
    Dali�my wi�c spok�j lotom powt�rnym, bo nie gwarantowa�y du�ej forsy, wybili�my te� sobie z g�owy premi� za specjalne odkrycia, poniewa� czego� takiego nie spos�b zaplanowa�.
    I w ko�cu przestali�my w og�le rozmawia�, spogl�dali�my tylko na siebie, a potem ju� nawet i na to nie mieli�my ochoty.
    Mimo wcze�niejszych rozm�w nie zamierzali�my lecie�. Brakowa�o nam odwagi. Klarze wyczerpa�a si� przy poprzedniej wyprawie, a ja jej po prostu chyba nigdy nie mia�em.
    - No, dobra - powiedzia�a wstaj�c i przeci�gaj�c si�. - Przejd� si� do kasyna, mo�e co� wygram. Masz ochot� popatrze�?
    Pokr�ci�em g�ow�, - Powinienem raczej wr�ci� do pracy. Je�li mnie jeszcze nie wylali.
    Poca�owali�my si� na po�egnanie przy zlotni i pofrun�li�my w g�r�, a kiedy dotar�em do mego poziomu, wyci�gn��em r�k�, poklepa�em j� po kostce i wyskoczy�em. By�em w nienajlepszym nastroju. Tyle wysi�ku w�o�yli�my w to, by si� nawzajem przekona�, �e nie by�o �adnych lot�w, kt�re obiecywa�yby zyski warte ryzyka, a� w ko�cu prawie sam w to uwierzy�em.
    Oczywi�cie nawet nie wspominali�my o innej nagrodzie - premii za niebezpiecze�stwo.
    Mo�e ona skusi� jedynie wielkich ryzykan�w. Korporacja potrafi�a, na przyk�ad, zaoferowa� p� miliona jako zach�t� do wyruszenia kursem, z kt�rego jaka� wyprawa nie powr�ci�a. Uwa�ali, �e mo�e statek si� popsu�, czy te� zabrak�o w nim paliwa i kolejna grupa mog�aby nawet uratowa� swych poprzednik�w. (Bzdura!). Najprawdopodobniej to, co tamtych zabi�o, nadal istnia�o i czai�o si�, by zabi� i ciebie.
    By� te� taki okres, kiedy oferowali milion, kt�ry p�niej podwy�szono do pi�ciu, za pr�b� zmiany ustawienia ster�w podczas lotu.
    Musieli podwy�szy� premi� do pi�ciu milion�w, bo kiedy �adna, dos�ownie �adna za�oga nie wr�ci�a, ludzie przestali si� zg�asza�. P�niej Korporacja zaprzesta�a tego, bo z kolei traci�a zbyt wiele statk�w, i w ko�cu wydano ca�kowity zakaz. Co pewien czas wstawiali dodatkowy pulpit sterowniczy, czyli nowy sprytny komputer, kt�ry mia� podobno dzia�a� symbiotycznie z tablic� Heech�w. Takie statki te� nie by�y warte ryzyka, bezpiecznik na pulpicie Heech�w nie jest tam umieszczony bez powodu. Dop�ki on jest w��czony, nie mo�na zmieni� kursu. By� mo�e w og�le nie mo�na tego zrobi�, nie niszcz�c statku.
    Widzia�em raz, jak pi�cioro ludzi pr�bowa�o zdoby� dziesi�ciomilionow� premi� za niebezpiecze�stwo. Pewien m�drala ze sta�ego personelu Korporacji g�owi� si�, jak przetransportowa� za jednym zamachem wi�cej ni� pi�cioro ludzi czy te� odpowiednio du�y �adunek. Nie wiemy, jak Heechowie budowali swe statki, nigdy te� nie odkryli�my ich rzeczywi�cie du�ego pojazdu. Wymy�li� wi�c sobie, �e mo�na by obej�� t� trudno�� u�ywaj�c Pi�tki jako swoistego traktora.
    Z metalu Heech�w skonstruowali wi�c co� w stylu kosmicznej barki. Wy�adowali j� jakimi� �mieciami i wyci�gn�li silnikiem l�downika Pi�tki. Jest on nap�dzany jedynie wodorem i tlenem, kt�re �atwo uzupe�ni�. P�niej przywi�zali Pi�tk� do barki za pomoc� jednorodnego kabla z metalu Heech�w.
    Obserwowali�my to wszystko na piezowizorach. Widzieli�my, jak kable si� napi�y, gdy w��czy�y si� silniki l�downika. Co za niesamowity widok!
    Po chwili chyba uruchomili silniki dalekiego zasi�gu.
    Na piezowizorach zobaczyli�my jedynie, jak bark� jakby lekko szarpn�o, a Pi�tka po prostu znik�a z oczu.
    Nigdy nie powr�ci�a. Zapis w zwolnionym tempie pokazuje przynajmniej pocz�tek tego, co si� sta�o p�niej. Kratownica z kabla poci�a statek na plasterki jak jajko na twardo. Ludzie w �rodku nawet nie wiedzieli, co ich unicestwi�o. Korporacja nadal ma te dziesi�� milion�w; nikt nie chce ryzykowa� po raz drugi.
    Od Shicky'ego us�ysza�em bardzo uprzejm�, cho� pe�n� wyrzut�w wym�wk�, za� z panem Xienem mia�em kr�tk�, aczkolwiek nieprzyjemn� rozmow� przez piezofon. Na tym si� jednak sko�czy�o. Po paru dniach Shicky zn�w zacz�� przymyka� oczy na to, �e si� urywamy.
    Wi�kszo�� wolnego czasu sp�dza�em z Klar�. Cz�sto spotykali�my si� u niej, czasami u mnie na godzink� w ��ku. Spali�my ze sob� prawie co noc, mo�na by pomy�le�, �e powinno si� nam ju� to znudzi�. Ale nie. Nie by�em w ko�cu pewien, czym to by�o - rozrywk� czy odrywaniem si� od rozmy�la� nad nami samymi? Le�a�em i przygl�da�em si� Klarze, kt�ra zawsze po tym przekr�ca�a si� na brzuch i kuli�a zamykaj�c oczy, nawet je�li i tak mieli�my za chwil� wsta�. Rozmy�la�em sobie, jak dobrze znam ka�dy za�omek i g�adko�� jej cia�a. Czu�em ten s�odki, nami�tny zapach i marzy�em - marzy�em. Marzy�em o tym, czego nie mog�em wypowiedzie� - o wsp�lnym z Klar� apartamencie pod Wielkim Kloszem, o wsp�lnym aerolocie i kwaterze w tunelach na Wenus, nawet o wsp�lnym �yciu w kopalniach �ywno�ci. To chyba by�a mi�o��. Ale potem ci�gle na ni� patrz�c widzia�em, jak moja wyobra�nia zmienia ten obraz - widzia�em m�j �e�ski odpowiednik, tch�rza, kt�ry stoj�c przed najwi�ksz� szans�, jak� cz�owiek mo�e mie�, boi si� z niej skorzysta�.
    Je�li nie szli�my do ��ka, razem zwiedzali�my Gateway. Nie by�o to jednak randk�. Nie chodzili�my za cz�sto do B��kitnego Piekie�ka czy na holofilmy, ani nawet do restauracji. Klara owszem, ale mnie nie by�o na to sta�, wi�c korzysta�em ze sto��wki Korporacji, cena posi�k�w by�a wliczona w nasz dzienny podatek. Nie mog� powiedzie�, �eby Klara niech�tnie p�aci�a rachunki za nas dwoje, ale te� robi�a to bez wi�kszego entuzjazmu - bardzo du�o gra�a, a wygrywa�a niewiele. By�y te� r�ne rozrywki towarzyskie - karty, przyj�cia, k�ko ta�c�w ludowych, mi�o�nik�w muzyki, dyskusyjne. Zaj�cia te nic nie kosztowa�y, a czasem by�y nawet interesuj�ce. Kiedy indziej po prostu zwiedzali�my Gateway.
    Byli�my te� kilka razy w muzeum. Jednak nie bardzo je lubi�em - wzbudza�o jakby we mnie wyrzuty sumienia.
    Pierwszy raz poszli�my tam tego dnia, gdy w zwi�zku z odlotem Willi Forehand nie by�em w pracy. W muzeum jest przewa�nie t�oczno - pe�no tam cz�onk�w za��g kr��ownik�w na przepustkach, obs�ugi statk�w handlowych,


RAPORT LOTU


    Pojazd 5-2, Wyprawa 08D33, Za�oga: L. Konieczny, E. Konieczny, F. Ito, F. Lounsbury, A. Akaga.
    Czas lotu 27 dni 16 godzin. S�o�ce nie zidentyfikowane, du�e prawdopodobie�stwo, �e jest to gwiazda z 47 grupy Tukana.
    Resume: "Wyj�cie z nad�wietlnej w stanie niewa�ko�ci. Brak planety w okolicy. S�o�ce klasy A6, bardzo jasne i gor�ce w odleg�o�ci oko�o 3,3 j.a.
    Przes�aniaj�c gwiazd� zasadnicz� uzyskali�my wspania�y widok dwustu lub trzystu pobliskich bardzo jasnych gwiazd, kt�rych wielko�� pozorna waha�a si� od 2 do -7. Nie wykryto jednak �adnych artefakt�w, sygna��w, planet, czy nadaj�cych si� do l�dowania asteroid�w. Mogli�my tam pozosta� jedynie trzy godziny ze wzgl�du na silne promieniowanie gwiazdy A6. Na skutek promieniowania podczas powrotnej drogi Larry i Evelyn powa�nie zachorowali, lecz odzyskali ju� si�y. Nie zebrano �adnych artefakt�w ani pr�bek".




    turyst�w. Tym razem, nie wiadomo dlaczego, by�o tylko par� os�b, mogli�my si� wi�c dobrze wszystkiemu przyjrze�. Widzieli�my setki wachlarzy modlitewnych - tych przejrzystych, krystalicznych, najcz�ciej odnajdywanych artefakt�w. Nikt nie wiedzia�, do czego s�u�y�y, lecz by�y po prostu �adne, Heechowie zostawiali je prawie wsz�dzie. Znajdowa�a si� tam te� oryginalna sztanca anizokinetyczna, kt�ra szcz�liwym poszukiwaczom przynios�a ju� pewnie jakie� dwadzie�cia milion�w z samych procent�w. By�a tak ma�a, �e mog�e� j� wsadzi� do kieszeni. Dalej futra, ro�liny w formalinie. Oryginalny piezofon, dzi�ki kt�remu trzy za�ogi zgarn�y cholern� fors�.
    Rzeczy, kt�re naj�atwiej mo�na by ukra��, jak modlitewne wachlarze, krwiste diamenty czy ogniste per�y, trzymano za grubym pancernym szk�em. My�l�, �e nawet chroni� je system alarmowy. To co� dziwnego, jak na Gateway. Nie obowi�zuje tu �adne prawo z wyj�tkiem zarz�dze� Korporacji. Stworzy�a ona jakby co� w rodzaju policji oraz pewne regu�y - nie wolno kra�� czy zabija� - ale nie ma tu s�d�w. Je�li z�amiesz kt�r�� z tych zasad, s�u�by bezpiecze�stwa Korporacji zabieraj� ci� na jeden z orbituj�cych kr��ownik�w. Z twojego kraju, je�li jest akurat taki. Albo na jakikolwiek inny, je�li nie ma. Je�li ci� tam nie przyjm�, albo je�li nie chcesz wsi��� na statek swojego kraju, a uda ci si� nam�wi� inn� za�og�, Korporacji jest to oboj�tne. Tw�j proces odb�dzie si� na kr��owniku. Skoro od pocz�tku wiadomo, �e jeste� winny, masz trzy mo�liwo�ci. Mo�esz op�aci� swoj� podr� powrotn�. Po drugie mo�esz zg�osi� si� do za�ogi, je�li ci� zaakceptuj�. W trzecim przypadku mo�esz wyj�� na zewn�trz statku bez skafandra. Wida� wi�c jasno, �e cho� na Gateway nie ma zbyt wielu praw, nie ma te� wielu przest�pstw.
    Te drogocenne rzeczy w muzeum zamyka si� po prostu, by nie kusi�y przyjezdnych, kt�rzy chcieliby ze sob� zabra� jakie� pami�tki.
    Dumali�my wi�c razem z Klar� nad odnalezionymi przez innych skarbami... i �adne z nas jako� nie powiedzia�o, �e i my powinni�my wyruszy� w poszukiwaniu dalszych.
    To nie by�y tylko eksponaty. Przedmioty te fascynowa�y - stworzy�y je i dotyka�y d�onie Heech�w (macki? szpony?), pochodzi�y z trudnych do wyobra�enia �wiat�w po�o�onych niewiarygodnie daleko. Jeszcze silniej przyci�ga�a mnie jednak bezustannie migoc�ca tablica, na kt�rej pojawia�y si� po kolei dane o ka�dym locie, jaki kiedykolwiek wyruszy� z Gatewy. Nieustanne podsumowywanie ilo�ci wypraw w zestawieniu z liczb� powrot�w, warto�� honorari�w wyp�acanych szcz�liwym poszukiwaczom, oraz lista tych, kt�rym si� nie powiod�o, g�szcz nazwisk pokrywaj�cy ca�� �cian� powy�ej gablot. Liczby m�wi�y wszystko: 2355 wypraw, kt�ra podczas naszego pobytu uros�a do 2356, potem do 2357 (odczuli�my dwa wstrz�sy startowe), 841 udanych powrot�w.
    Nie patrzyli�my na siebie stoj�c przed tym zestawieniem, poczu�em jednak u�cisk d�oni Klary.
    S�owo "udany" nie okre�la niczego. Oznacza jedynie, �e statek powr�ci�, ale nie m�wi nic o stanie za�ogi.
    Po tym wyszli�my ju� z muzeum i w drodze do zlotni w�a�ciwie nie rozmawiali�my.
    My�la�em sobie, jak wiele prawdy by�o w tym, co mi powiedzia�a Emma Fother: ludzko�� potrzebuje tego, co my, poszukiwacze, mogli�my jej da�. Bardzo potrzebuje. Ludzie g�oduj�, a technika Heech�w z pewno�ci� uczyni�aby ich �ycie zno�niejszym, je�li poszukiwacze b�d� wyrusza� i przywozi� r�ne rzeczy.
    Nawet za cen� �ycia kilku os�b.
    Nawet je�li w�r�d tych kilku by�aby Klara i ja. Zadawa�em sobie pytanie, czy chcia�bym, �eby m�j syn - je�li kiedykolwiek mia�bym syna - sp�dzi� dzieci�stwo tak jak ja?
    Kiedy pu�cili�my lin� na Poziomie Laleczka, us�yszeli�my jakie� g�osy. Nie zwr�ci�em na nie uwagi; zamierza�em w�a�nie podj�� decyzj�. - S�uchaj, Klara - powiedzia�em. - Mo�e by�my...
    Klara jednak patrzy�a na co� za moimi plecami. - O, Bo�e! - zawo�a�a. - Sp�jrz, kto idzie!
    Odwr�ci�em si� i zobaczy�em Shicky'ego unosz�cego si� w powietrzu i rozmawiaj�cego z jak�� dziewczyn�: ze zdziwieniem pozna�em, �e by�a to Willa Forehand. Przywita�a si� z nami jakby lekko zak�opotana i jednocze�nie rozbawiona.
    Co ty tu robisz? - spyta�em. - Wydawa�o mi si�, �e jakie� osiem godzin temu wylecia�a�?
    - Dziesi�� - odpowiedzia�a.
    - Czy co� si� popsu�o i musieli�cie wr�ci�? - pr�bowa�a si� domy�li� Klara.
    - Nie - Willa u�miechn�a si� ponuro. - Dotarli�my na miejsce i wr�cili�my. Jak na razie jest to najkr�tszy lot w historii. Byli�my na Ksi�ycu.
    - Na Ksi�ycu Ziemi?
    - Dok�adnie. - Wida� by�o, �e pr�buje zapanowa� nad sob� powstrzymuj�c u�miech. Lub �zy.
    - Na pewno dadz� wam premi� - pociesza� j� Shicky. - Jaki� statek polecia� kiedy� na Ganimedesa i Korporacja da�a za�odze p� miliona.
    Pokr�ci�a g�ow�. - Sama dobrze wiem. Jasne, �e co� dadz�, ale to i tak b�dzie nic. Potrzebujemy du�o wi�cej. - To w�a�nie by�o niezwyk�e i zaskakuj�ce u Forehand�w: zawsze m�wili "my". Musieli by� rzeczywi�cie bardzo z�yt� rodzin�, nawet je�li niech�tnie rozmawiali na ten temat z obcymi.
    Poklepa�em j�; mia�o to wyra�a� co� mi�dzy sympati� i wsp�czuciem. - Co zamierzasz teraz robi�?
    - Jak to? - spojrza�a na mnie zdziwiona. - Zg�osi�am si� ju� na nast�pny lot, na pojutrze.
    - W�a�nie - rzek�a Klara. - Musimy zrobi� ci dwa przyj�cia za jednym zamachem. We�my si� lepiej od razu do roboty...
    Wiele godzin p�niej, tu� przed za�ni�ciem, spyta�a mnie. - Chcia�e� mi chyba co� powiedzie�, zanim spotkali�my Wille?
    Nie pami�tam - mrukn��em sennie. Nieprawda, wiedzia�em, co to by�o. Tylko, �e teraz nie chcia�em ju� tego powiedzie�.


OG�OSZENIA DROBNE


    ORGANY - kupno - sprzeda� - wymiana. Wszelkie narz�dy podw�jne, atrakcyjne ceny. Potrzebne: tylna wie�cowa sekcja serca, L przedsionek, L i P komora i cz�ci przyleg�e. Pfon 88-703, informacja o posiadanych tkankach.
    GRACZE HNEFATAFL - Szwedzi lub moskwianie. Wielki Turniej Gateway. Treningi. 88-122.
    KORESPONDENCYJN� DROG� chcia�bym z Toronto dowiedzie� si�, jak tam jest. Adres: Tony, 955 Bay, TorOntKan M5S2A3.
    POTRZEBUJ� si� wyp�aka�. Pomog� ci obna�y� tw�j w�asny b�l. Pfon 88-622.




    Czasami dochodzi�em do takiego stanu, �e sk�onny by�em prosi� Klar�, by wyruszy�a ze mn�. By�y te� takie dni, gdy wraca�y statki z wyg�odnia�ymi, odwodnionymi lud�mi, cz�sto z samymi tylko trupami na pok�adzie, albo te� po up�ywie okre�lonego czasu szereg zesz�orocznych statk�w uznano za zaginione. Wtedy by�em bliski opuszczenia Gateway na zawsze. Wi�kszo�� czasu sp�dzali�my jednak odk�adaj�c decyzj� na p�niej. To nie by�o takie trudne. Mi�o by�o poznawa� Gateway i siebie nawzajem. Klara przyj�a pokoj�wk� - kr�p� blondynk� z kopalni �ywno�ci z Carliarthen, na imi� mia�a Hywa. �wiat jej by� dok�adnie taki jak m�j, z t� tylko r�nic�, �e walijskie fabryki hodowa�y jednokom�rkowe bia�ko na w�glu. Wydosta�a si� jednak stamt�d nie dzi�ki loterii, lecz po dw�ch latach pracy na statku handlowym. Nie mog�a nawet wr�ci� do domu. Uciek�a ze Statku trac�c w ten spos�b zarobione pieni�dze. Nie mog�a r�wnie� zosta� poszukiwaczem, poniewa� w czasie pierwszego startu nabawi�a si� arytmii serca, kt�ra czasami zdawa�a si� ust�powa�, a czasami k�ad�a j� na tydzie� go ��ka w Szpitalu Ko�cowym. Hywa mia�a gotowa� i sprz�ta� mnie i Klarze, cz�ciowo za� zajmowa�a si� ma�� Kathy Francis, kiedy Klara nie mia�a na to ochoty, a ojciec Kathy byl zaj�ty. Klara przegrywa�a du�o, w zasadzie wi�c nie mog�a sobie pozwoli� na Hyw�, ale z drugiej strony na mnie te� j� nie by�o sta�.
    �atwo by�o nam nie my�le� o tym, poniewa� udawali�my przed sob� nawzajem, a tak�e ka�de przed samym sob�, �e si� po prostu bardzo dobrze przygotowujemy na dzie�, gdy og�oszony zostanie Nasz Lot.
    Przychodzi�o nam to bez trudu. Wielu prawdziwych poszukiwaczy robi�o tak samo przed kolejn� wypraw�. Istnia�a na przyk�ad grupa Tropicieli Heech�w, kt�rej spotkania odbywa�y si� co �rod�, za�o�y� j� jeden z poszukiwaczy, Sam Kahane, a kiedy by� na wyprawie, kt�ra si� nie powiod�a, grup� prowadzi� kto� inny. Sam by� ju� z powrotem i czeka�, by dwaj pozostali cz�onkowie jego za�ogi doszli do siebie i mogli znowu wyruszy� (z powodu awarii zamra�alnika nabawili si� mi�dzy innymi szkorbutu). Sam i jego przyjaciele byli p�dzlami w sta�ym tr�jk�cie, co jednak nie mia�o wp�ywu na zainteresowanie Heechami. Posiada� nagrania wszystkich wyk�ad�w z r�nych egzonauk, prowadzonych w Rezerwacie Wschodniego Teksasu przez profesora Hegrameta, najwi�ksz� �wiatow� s�aw� heechologii. Dowiedzia�em si� wielu rzeczy, o kt�rych nie mia�em poj�cia, cho� powszechnie wiedziano, �e wi�cej jest pyta� ni� odpowiedzi w naszej dotychczasowej wiedzy o Heechach.
    Przychodzili�my te� na zaj�cia grupy kultury fizycznej, gdzie uczyli�my si� �wicze� napr�aj�cych mi�nie przy minimalnym ruchu ko�czyn, oraz masa�u, co by�o r�wnie po�yteczne, jak i zabawne. W sumie nawet chyba bardziej zabawne, szczeg�lnie przy seksie. Klara i ja nauczyli�my nasze cia�a zadziwiaj�cych rzeczy. Zg�osili�my si� tak�e na kurs gotowania (okazuje si�, �e za pomoc� zi� i przypraw ze standardowej racji �ywno�ci mo�na wiele zrobi�). Kupili�my ponadto kilka ta�m do nauki j�zyk�w, gdyby przysz�o nam wyruszy� z za�og� nie m�wi�c� po angielsku. �wiczyli�my wi�c w�oski czy grecki �argon miejski. Zapisali�my si� nawet do k�ka astronomicznego. Mia�o ono dost�p do teleskop�w Korporacji, sp�dzali�my sporo czasu przygl�daj�c si� Ziemi i Wenus spoza p�aszczyzny ekliptyki. W tych spotkaniach, gdy mia� wolne, uczestniczy� Francy Hereira. Lubili�my go, zwykle wi�c szli�my do siebie na jakiego� drinka, to znaczy, oczywi�cie, do apartamentu Klary, gdzie sp�dza�em bardzo du�o czasu. Francisa mocno, zmys�owo wr�cz poci�ga�o to, co by�o TAM. Wiedzia� wszystko o kwazarach, czarnych dziurach i galaktykach Seyferta, nie m�wi�c ju� o gwiazdach podw�jnych i Novych. Cz�sto zastanawiali�my si�, jak to jest, gdy wyprawa trafia na czo�o fali Supernovej. To si� zawsze mo�e zdarzy�. Powszechnie wiadomo, �e Heechowie nade wszystko interesowali si� problemami astrofizyki. Niekt�re z kurs�w prowadzi�y niew�tpliwie w pobli�e jakiego� ciekawego zjawiska, a pre-Supernova jest bez w�tpienia czym� ciekawym. Tylko, �e teraz up�yn�o wiele, wiele lat i Supernova ju� dawno mog�a przesta� by� "pre".
    - Zastanawiam si� - powiedzia�a Klara, sugeruj�c u�miechem, �e s� to czysto abstrakcyjne rozwa�ania - czy to w�a�nie nie przytrafi�o si� wyprawom, kt�re nie powr�ci�y.
    - Statystycznie jest to pewne - Francy u�miechn�� si� r�wnie�, akceptuj�c tym samym regu�y gry. �wiczy� sw�j angielski, kt�ry od pocz�tku by� dobry, a teraz pozby� si� obcego akcentu. W�ada� r�wnie� niemieckim, rosyjskim i tak�e spor� liczb� innych j�zyk�w roma�skich poza swoim ojczystym portugalskim, o czym przekonali�my si� powtarzaj�c z Klar� jeden z dialog�w kursu: okaza�o si�, �e rozumia� nas lepiej ni� my siebie nawzajem.
    - Mimo to ludzie wyruszaj� - doda�.
    Milczeli�my przez chwil�, a potem Klara roze�mia�a si�. - Niekt�rzy - powiedzia�a.
    - M�wisz tak, jakby� sam chcia� wyruszy� - w��czy�em si� szybko.
    - Mia�e� kiedy� co do tego w�tpliwo�ci?
    - Owszem. Jeste� przecie� w Brazylijskiej Flocie. Nie mo�esz sobie tak po prostu wsi��� na statek i polecie�.
    - Mog� wyruszy� w ka�dej chwili - poprawi� mnie. - Potem tylko nie b�dzie mi wolno wr�ci� do Brazylii.
    - Tak bardzo tego pragniesz?
    - Za wszelk� cen� - odrzek�.
    - Nawet - nalega�em - gdy jest ryzyko, �e nie wr�cisz lub wr�cisz w takim stanie jak ci dzisiaj? - To by�a Pi�tka. Wyl�dowali na planecie, na kt�rej r�s� truj�cy pow�j. Podobno by�a to bardzo ci�ka wyprawa.
    - Oczywi�cie.
    Klara zaczyna�a si� nerwowo kr�ci�. - Chyba ju� p�jd� si� po�o�y�. Jej g�os co� sugerowa�, spojrza�em na ni�. - Odprowadz� ci� - zaproponowa�em.
    - Nie ma potrzeby.
    - Jednak p�jd� z tob� - stwierdzi�em ignoruj�c ton jej g�osu. - Dobranoc, Francy, zobaczymy si� za tydzie�.
    Klara by�a ju� w drodze do zlotni i musia�em si� po�pieszy�, by j� dogoni�.
    - Je�li naprawd� chcesz, wr�c� do siebie! - krzykn��em chwyciwszy lin�.
    Nie spojrza�a w g�r�, ale te� i nie odpowiedzia�a. Wyszed�em wi�c ze zlotni na jej poziomie i pod��y�em za ni� do jej mieszkania. Kathy spa�a w dalszym pokoju, Hywa drzema�a przy holodysku w naszej sypialni. Klara odes�a�a j� do domu i p�niej zajrza�a do dziewczynki, �eby sprawdzi�, czy �pi spokojnie. Usiad�em na brzegu ��ka czekaj�c.
    - Mo�e to tylko napi�cie przedmenstrualne - powiedzia�a. - Przepraszam ci�. Po prostu jestem dzisiaj w�ciek�a.
    - P�jd� sobie, je�li chcesz.
    - Bo�e! Przesta� to ju� w ko�cu powtarza�! - Usiad�a obok mnie i przysun�a si�, bym j� obj��. - Kathy jest taka s�odka - powiedzia�a po chwili, prawie ze smutkiem.
    - Te� chcia�aby� mie� dziecko?
    - B�d� mia�a dziecko - odchyli�a si� poci�gaj�c mnie za sob�. - Nie wiem tylko kiedy. Potrzebuj� znacznie wi�cej pieni�dzy, by zapewni� mu przyzwoite �ycie. A lata lec�.
    Kiedy tak le�eli�my obok siebie szepn��em z twarz� w jej w�osach: - Ja te� tego pragn�.
    Westchn�a. - My�lisz, �e o tym nie wiem? - Nagle jej cia�o napr�y�o si�. usiad�a. - Kto tam?
    Kto� pr�bowa� otworzy� drzwi. Nie by�y zamkni�te na klucz. Nigdy ich nie zamykali�my, ale te� nie mieli�my niespodziewanych go�ci. Dopiero teraz.
    - Sterling! - zdziwi�a si� Klara. Pami�ta�a jednak, jak si� nale�y zachowa�. - Pozw�l, Bob, to jest Sterling Francis, ojciec Kathy. Bob Broadhead.
    - Mi�o mi - odpowiedzia�. By� znacznie starszy, ni� mo�na by�o s�dzi� po malutkiej Kathy, mia� przynajmniej pi��dziesi�tk�, ale wygl�da� na starszego i bardzo znu�onego �yciem. - Zabieram Kathy do domu najbli�szym statkiem - rzek�. - Je�li nie masz nic przeciwko temu, wezm� j� do siebie jeszcze dzisiaj. Chc� sam jej powiedzie�.
    Nie patrz�c na mnie Klara si�gn�a po moj� d�o�. - O czym?
    - O matce - Francis potar� oczy i doda�: - Nie wiesz? Jan nie �yje. Jej statek wr�ci� par� godzin temu. Ca�a czw�rka z l�downika wpl�ta�a si� w jaki� grzyb, zmarli na skutek opuchlizny. Widzia�em j�. Wygl�da jak... - Urwa�. - Najbardziej mi �al Annalee. Zosta�a na orbicie, gdy oni wyl�dowali na powierzchni. To ona przywioz�a cia�o Jan. Zupe�nie bez sensu. Po co? Dla Jan i tak nie mia�o to znaczenia... Niewa�ne zreszt�. Mog�a przywie��


UWAGI NA TEMAT ZADU HEECH�W


    Profesor Hegramet: Mo�emy si� jedynie domy�la�, jak wygl�dali Heechowie. Byli prawdopodobnie dwuno�ni. Ich narz�dzia jako tako pasuj� do ludzkich d�oni, mieli wiec zapewne r�ce, lub co� podobnego. Przypuszczalnie widzieli w obr�bie tego samego widma co my. Musieli jednak by� od nas ni�si - mieli mo�e 150 cm, czy nawet mniej. I mieli bardzo �mieszne zadnie cz�ci cia�a.
    Pytanie: Co to znaczy?
    Profesor Hegramet: Czy widzia�e� kiedy� siedzenie pilota w statku Heech�w? S� to dwie p�askie metalowe p�yty w kszta�cie litery V. Cz�owiek nie wysiedzia�by na tym nawet dziesi�ciu minut. Rozwiesili�my wi�c nad siedzeniem siatk�. Jest to jednak nasze usprawnienie, Heechowie czego� podobnego nie u�ywali. Musieli prawdopodobnie przypomina� osy z wielkim, wyd�u�onym odw�okiem, zwisaj�cym mi�dzy nogami.
    Pytanie: Czy to znaczy, �e tak jak osy mieli ��d�a?
    Profesor Hegramet: Nie, nie wydaje mi si�. Cho� mo�e i tak. A mo�e mieli po prostu piekielnie du�e narz�dy p�ciowe.




    tylko dw�jk�, nie by�o wi�cej miejsca w zamra�alniku, bo jedzenie... - Znowu urwa� i tym razem nie m�g� ju� m�wi� dalej.
    Czeka�em wi�c siedz�c na kraw�dzi ��ka, podczas gdy Klara pomog�a mu obudzi� ma�� i spakowa� j�. Oni wyszli, a ja odtworzy�em na piezowizorze kilka tablic, kt�re bardzo dok�adnie przestudiowa�em. Zanim Klara wr�ci�a, zd��y�em je wy��czy� i usiad�em po turecku na ��ku g��boko zamy�lony.
    - Chryste, co za zwariowana noc - powiedzia�a pos�pnie siadaj�c na drugim ko�cu ��ka. - Odechcia�o mi si� spa�. Mo�e skocz� na g�r� wygra� par� dolc�w.
    - Lepiej nie - odpowiedzia�em. Poprzedniego wieczoru siedzia�em przy niej przez trzy godziny: najpierw wygra�a dziesi�� tysi�cy, potem straci�a dwadzie�cia. - Mam lepszy pomys�. Zg�o�my si� na lot.
    Odwr�ci�a si� tak gwa�townie, by na mnie spojrze�, �e na chwil� znios�o j� z ��ka. - Co� ty powiedzia�?
    - Zg�o�my si� na lot.
    Zamkn�a na moment oczy i nie otwieraj�c ich spyta�a: - Kiedy?
    - Lot 29-40. To Pi�tka z dobr� zalog� - Sam Kahane i jego kumple. Czuj� si� ju� dobrze i poszukuj� dw�ch os�b.
    Potar�a palcami powieki, po chwili je otworzy�a i spojrza�a na mnie. - Rzeczywi�cie miewasz ciekawe pomys�y.
    Wcze�niej ju� spu�ci�em �cienne �aluzje, kt�re przes�ania�y b�ysk metalu Heech�w: nawet w p�mroku widzia�em jednak wyraz jej twarzy. Ba�a si�. Mimo wszystko spyta�a tylko: - To nienajgorsi ch�opcy. Czy potrafisz dogada� si� z peda�ami?
    - Je�li nie b�d� si� ich czepia�, zostawi� mnie w spokoju. Szczeg�lnie, gdy b�dziesz ze mn�.
    - Hm - mrukn�a i przysun�a si� do mnie, obj�wszy mnie przewr�ci�a na ��ko i wtuli�a twarz w moj� szyj�. - Mo�emy spr�bowa� - powiedzia�a tak cicho, �e nie by�em z pocz�tku pewien, czy to us�ysza�em.
    Kiedy jednak to do mnie dotar�o, ogarn�o mnie przera�enie. Mog�a si� przecie� nie zgodzi�. Nie by�oby wtedy problemu. Teraz czu�em, jak dr��, cho� uda�o mi si� powiedzie�: - Zg�osimy si� wi�c jutro rano.
    Pokr�ci�a g�ow�. - Nie - odrzek�a st�umionym g�osem. Czu�em, �e tak jak ja dr�y. - Zatelefonuj tam natychmiast. Zapiszmy si� teraz, zanim zmienimy zdanie.
    Nast�pnego dnia z�o�y�em wym�wienie w pracy, a rzeczy spakowa�em do walizek, w kt�rych je przywioz�em. Shicky wzi�� je na przechowanie. Wygl�da� na zasmuconego. Klara zostawi�a swoje kursy, zwolni�a s�u��c� - kt�ra by�a tym mocno zmartwiona - lecz nie zawraca�a sobie g�owy pakowaniem. Mia�a jeszcze sporo pieni�dzy. Zap�aci�a wi�c z g�ry za swe dwa pokoje i mog�a wszystko zostawi�, jak by�o.
    Oczywi�cie zorganizowano dla nas po�egnalne przyj�cie. Nie zapami�ta�em ani jednej z obecnych na nim os�b.
    A p�niej, nie wiadomo kiedy, wciskali�my si� ju� do l�downika i schodzili�my do kapsu�y, podczas gdy Sam systematycznie sprawdza� ustawienia. Zamkn�li�my si� w kokonach i w��czyli�my automatyczne odliczanie.
    Potem nast�pi� przechy� i uczucie spadania i bezw�ad, zanim w��czy�y si� silniki i byli�my ju� w drodze.



Strona g��wna     Indeks